ten, który mnie rozczulił

Wczoraj, leżąc wieczorem w łóżku, odpoczywając po całym dniu z chłopakami, doznałam rozczulenia, którego w ogóle się nie spodziewałam.
Przydreptał do mnie mój Kudłaty Pies. Typowy z niego samiec alfa, dlatego wszelakie czułości i oznaki psiej miłości są dla niego czymś totalnie obcym. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy to położył swój wielki łeb koło mojej twarzy i się przytulił. Do tego kilka psich buziaków i kolejne tulenie się. I tak przez dłuższą chwilę.
Wtedy to uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak bardzo ten Kudłacz jest mi bliski i jak mocno go kocham.
Pomimo, że codziennie wiele razy podniosę na niego głos, tysiące razy na dobę proszę, by ograniczył swoje szczekanie i wycie do minimum. Pomimo, że kłaków po nim pełno w całym mieszkaniu. Pomimo, że uwielbia zaglądac mi w talerz podczas posiłku i pomimo tego, że z nieskrywaną radością sypia w moim łóżku.
Jest moim długo wyczekiwanym przyjacielem. Nie zamieniłabym go na żadnego innego psa.
Nie wyobrażam sobie też, żeby w moim domu nie było czworonoga! Zwłaszcza psa.
Wszystko pewnie przez to, że sama od dziecka mam stycznośc z psami.
OBIECUJĘ, że gdzie jak gdzie, ale w MOIM domu, zawsze pies znajdzie miejsce dla siebie.

Oto ten, który mnie rozczulił:



To ulubione zdjęcie mojego syna, więc się nim z Wami dzielę.

pozdrawiam,
~mama Marta

Reklamy