Niejadek – czyli, chcę by moje dziecko zjadło obiad!!!

Ja rozumiem, że można nie mieć apetytu.
Rozumiem, że są lepsze i gorsze dni u każdego.
Ale do Jasnej Anieli, dlaczego moje dziecko ma te Gorsze Dni prawie codziennie?
Dlaczego na prośbę o zjedzenie śniadania, słyszę: „NIE. PÓŹNIEJ”.
Dlaczego, kiedy podaje obiad znów słyszę „nie„?
No i dlaczego wszelkie moje prośby o chociażby spróbowanie obiadu, kończą się MOIM i DZIECKA płaczem?

Nie mam ewidentnie siły przekonywania. Moje dziecko jest cholernie uparte. Jak osioł.
Nie je i tyle.
Nie wiem z czego on pobiera niezbędne dla siebie produkty do rozwoju ciała i umysłu.
NIE WIEM!
Codziennie toczę z nim bitwę o jedzenie. Codziennie porażka.
Dziś kolejne wylane przez nas łzy.
Co robić, by przekonać trzylatka do jedzenia?
Nie skutkuje wspólne przygotowywanie posiłków. Nie interesują go śmieszne kanapeczki. Nie chce jeść sam. Nie bawi go bycie karmionym. Wszystko na NIE!
Każdy posiłek kończy się ucieczką od stołu. Czasem nawet do niego nie podchodzi.
Prośby o uspokojenie się w swoim pokoju nic nie dają. Popłacze, przyjdzie i po chwili swoje.
Dochodzą krzyki, zniecierpliwienie i kolejne łzy. NASZE WSPÓLNE.

A potem oczywiście Mamuśka idzie sprzątać, by się odchamić.
Tracę siły, energię i swoje optymistyczne podejście do macierzyństwa w takich sytuacjach. Serio.
W takie dni jak dziś, z wielką chęcią otworzyłabym szeroko balkon i wystawiła za drzwi moje dziecko.
Że też to macierzyństwo to nie kolorowa babeczka z lukrem. Zawsze trafi się jakiś zakalec.

A potem wkracza Pan Tata i biorąc chłopców na spacer, myśli, że mi pomoże. Owszem, pomoże, ale na krótko. Nie ma ich czterdzieści minut. A ja, żeby nabrać dystansu do całej sytuacji, potrzebuję minimum godziny.
Wchodzi potem taki Pan i pyta: „Napijesz się czegoś ciepłego?”
W D****E mam ciepłe napoje! Chcę by moje dziecko zjadło obiad!!!!

Reklamy