Bajka bajce nierówna

Bajka – jak głoszą wszelkie słowniki polskie – powinna być krótka i zawierać morał. Czy w dzisiejszych czasach istnieją jeszcze bajki z morałem? Czy nasze dzieci potrafią w ogóle doceniać bajkę?
Dzisiaj, kiedy kanałów w telewizorze jest więcej niż przycisków na pilocie, a my tak naprawdę nie wiemy co mamy oglądać, często zastanawiam się nad jakością tego co oglądamy. Ile razy włączamy jakiś kanał i oglądamy, tylko dlatego, by zabić nudę. Telewizja nie jest już źródłem powszechnej informacji i rozrywką. Jest zwyczajnym przerywnikiem w wykonywanych czynnościach. Codziennością. A nawet kompanem w trakcie posiłków.
Pamiętam czasy swojego dzieciństwa, kiedy to rodzice kazali mi być wykąpaną na godzinę dziewiętnastą, bo obowiązkowo przed spaniem zaliczałam „Dobranockę„. Po niej oczywiście marsz do spania. A niedawno czytałam, że czasy świetności tego programu się już skończyły i Telewizja Polska rozważa ściągnięcie go z anteny. Z badań wynikało jasno, że „Dobranockę” oglądają w większości LUDZIE STARSI!
Co jest tego przyczyną?
Chyba nie trudno się domyślić.
Wystarczy kliknąć pilotem i przeskoczyć kilka kanałów i na zawołanie na wielkich, płaskich ekranach pojawiają się programy, gdzie bajki dostępne są nawet przez całą dobę. Nie wypieram się, że nie włączam takich programów swojemu synowi. O, nie. Często ratują mój matczyny tyłek, kiedy młodszy syn woła o uwagę. Lub kiedy to zwyczajnie chcę mieć chwilę ciszy by chociażby napisać nową notkę na blogu. Staram się jednak całkowicie (póki mam władzę nad pilotem!) kontrolować to, co ogląda Bobi. Nie ma nowy o strzelaninach, bajkach z potworami, czy mangami. Ogląda takie bajki, jakie są na jego etapie rozwoju. Uczące czegoś. Chociażby kolorów, kształtów, czy nawet angielskiego czy chińskiego.
Najbardziej mój niepokój rośnie z myślą o jakości puszczanych w telewizji bajek.
Gdzie ten morał w bajkach o robotach?
Gdzie bajki o Tomie & Jerrym?
Wszystkie bajki z moich czasów, zostały brutalnie zastąpione komputerowymi kreskówkami. Niejednokrotnie japońskimi mangami. Strach pomyśleć, co potem siedzi w głowach naszych dzieci po ich obejrzeniu. Nie dziwię się, że niejednokrotnie psychologowie winią bajki za zły rozwój psychologiczny naszych maluchów. Kiedy widzi się bijące się dla zabawy (dla rozrywki ludzi) zwierzaki, dojść można do wniosków, że świat staje na głowie. A potem nasze pociechy na placach zabaw robią sobie niezliczone pola bitwy, biegają z mieczami świetlnymi i strzelają z gigantycznych pistoletów.
Tak, przeszkadza mi to, bo uważam, że są o wiele ambitniejsze zabawki niż broń. Nie mam zamiaru kupować – w najdrobniejszych szczegółach odwzorowanych – maszyn do zabijania.
Jak tu nauczyć dziecko co jest dobre, a co złe, kiedy wszędzie dokoła widzi przemoc i strzelanie? Przecież nie tak rozwiązuje się konflikty.
Martwię się przyszłym edukowaniem moich synów. Nie chcę by oglądali te puste kreskówki. Boję się, że tego jednak nie uniknę. Przecież będą je oglądali ich rówieśnicy. Oni nie będą chcieli być gorsi. W końcu odstawanie od grupy, to coś, czego nie chce żadne dziecko.
Mam mętlik w głowie.
Czekam niestety aż rozwiązanie spłynie na mnie niespodziewanie z nieba. Cicho na to liczę.

A kiedy możemy cieszymy się spacerami w rodzinnym gronie:

Reklamy