Szczepić czy nie?

Szczepionka to preparat pochodzenia biologicznego, zawierający martwe lub żywe drobnoustroje chorobotwócze. Po podaniu szczepionki organizm reaguje tak, jakby został zakażony drobnoustrojem chorobotwórczym (ale bez objawów choroby): produkuje przeciwciała, które dają odporność. Jeżeli dojdzie do zakażenia drobnoustrojem chorobotwórczym, przeciwko któremu organizm został wcześniej zaszczepiony – specyficzne (swoiste) przeciwciała chronią organizm przed zachorowaniem. Po szczepieniu człowiek rozwija odporność przeciwko chorobom, na które został zaszczepiony.

Szczepienia ochronne wspomagają:
– zdrowy rozwój dziecka,
– oszczędzają mu dodatkowych wizyt u lekarza,
– chronią je przed pobytem w szpitalu,
– rodzicom pozwalają cieszyć się prawidłowym rozwojem ich pociechy,
– oszczędzają rodzicom stresu związanego z opieką nad chorym dzieckiem.

Każda mama na pewno dobrze zna ten obrazek z gabinetu pediatry, ale zamieszczę go.

źródło: http://babyboom.pl

Skąd u mnie zainteresowanie tym tematem?

Otóż właśnie wczoraj moje dziecko (to mniejsze) zostało zaszczepione po raz pierwszy. Tak, dopiero! Po skończeniu trzeciego miesiąca. W zasadzie nie był to nasz czysto świadomy wybór, ponieważ (jak już wspomniałam kilka notek temu – tu, jak i tu) nasz maluch przez MIESIĄC był zwyczajnie przeziębiony. No i szczepienie odkładaliśmy i odkładaliśmy. Czekaliśmy na zdrowie. No i się doczekaliśmy.
W przypadku szczepień Tobika, wszystko szło zgodnie z planem i „kalendarzem szczepień”. Będąc teraz w ciąży, dość sporo było afer szczepionkowych. A to jakaś zakażona seria, a to autyzm po któreś dawce szczepionek skojarzonych… Co artykuł, to gorzej! Oj, miałam mętlik. Niemały!
Jak widziałam wczoraj te łzy w oczach mojego malucha, to dziękowałam sama sobie, że ograniczyłam te wkłucia do minimum (na jakie było mnie stać finansowo). I tak dostał dwa zastrzyki (podstawowe 5w1 plus wzw B). Biedaczek malutki krzyczał, aż migdałki widziałam. Szczęście, że mamusine tulenie i buziaki pomogły i po chwili Tom uśmiechał się od ucha do ucha. Że też nie ma łatwiejszego sposobu na uodpornienie takich kruszynek.

A Wy jesteście za szczepieniem sześciotygodniowych kruszynek, czy woleliście poczekać do chociaż skończonych trzech miesięcy? Bo z taką wersją też się spotkałam. Że im później, tym lepiej. Mniejsze obciążenie dla malutkiego organizmu, które i tak przeżywa szok adaptując się do nieznanego sobie środowiska.
Jaką szczepionkę wybraliście dla swoich dzieci?
Jesteście za dodatkowo płatnymi szczepieniami? (rotawirusy/pneumokoki/meningokoki) Ja nie szczepiłam. Szczepić nie będę.

Polecane linki:
~ http://parenting.pl
~ http://szczepienia.pl

Reklamy