Bo liczy się każdy grosz

Wiecie, piszę sobie na pewnym forum z wieloma mamusiami. Oczywiście od tematu, do tematu i wywiązała się dyskusja na temat ubrań dziecięcych (i potem nie tylko dziecięcych). O tym, że warto kupować markowe ubrania, że mają lepszą jakość, że lepiej droższe buty, niż tańsze, bo te za miesiąc, czy dwa się rozkleją i pójdą do kosza, a my zdani będziemy na kolejny zakup obuwia.
Sama nie wiem co lepsze. Czy jednorazowo wydane 200zł na sezonowe kozaki dla synka, czy 99zł na buty, które i tak ponosi tylko trzy miesiące (o ile zima odejdzie od nas planowo w okolicach końca lutego).
Osobiście jestem zwolenniczką zdrowego rozsądku. Na pewno nie kupiłabym czterolatkowi butów, których kupno mocno naruszyłoby mój budżet domowy. I chyba należę do tych, którzy liczą skrupulatnie każdy wydany gorsz. Niestety, przy dwójce dzieciaczków i czasach, w jakich przyszło nam teraz żyć, takie działanie wydaje mi się konieczne. Wolę te buty zimowe za 99zł. Lepiej to wygląda na wyciągu z konta niż – 250zł, prawda?
second hand? Osobiście lubię i kupuję kiedy tylko mogę. Co prawda bardziej popularną ostatnio formą kupowania stało się sprzedawanie rzeczy na grupach na facebook’u. No i dla mnie bomba! Należę do wielu (ale na serio, WIEEELU) grup i czasem można złowić tam niemałe cacuszka. Nie wstydzę się (jak widać) pisać o tym i mówić głośno, że moje dzieci mają ubranka po kimś. To grzech? Korona im z głowy nie spadnie. Tego jestem pewna. Nie kupuję byle czego. Staranna selekcja jest obowiązkowa.
Czasem chyba popadam przez takie przeglądanie grup w zakupoholizm. Nie ma miesiąca, kiedy nie kupią sporej ilości ubranek dla T & T, a potem narzekam, że szafa im pęka w szwach i trzeba coś z tym zrobić. A już nie wspomnę o niezliczonej ilości kartonów z ubraniami w piwnicy! Tam to dopiero jest koszmar!

Jeśli chodzi o nowości w szafie chłopaków, to jestem zwolenniczką sieciówki h&m. Odpowiada mojemu portfelowi i trafia w gust. Sądzę czasem, że łatwiej u nich ubrać gustownie dziewczynkę, niż chłopca, ale to zależy od punktu siedzenia (jak powiedziała http://yendzao.blogspot.be). Do tego zniżki od pracującej tam szwagierki są nie lada okazją.

Akcja PIELUCHY. Przyznajcie się, która z nas nie liczy ile przeznaczamy na to łącznie pieniędzy? Tylko szczerze!
Nie kryję, że u nas na pupie najmłodszego widnieją śliczne Dada (rozmiar trzeci aktualnie). Porównywałam z Pampersem. Według nie nie ma za wielkiej różnicy. Oprócz cenowej, oczywiście. A jedne i drugie ostatecznie lądują w koszu na śmieci. Po jakiego grzyba, więc przepłacać? Żeby pochwalić się przed znajomymi, że „mojemu Jasiowi kupujemy tylko i wyłącznie Pampersy”. A próbowaliście czegoś innego? Czegoś tańszego? Nie? To skąd opinia, że tańsze = gorsze? Nie widzę sensu w przepłacaniu.

Jakie jest Wasze zdanie na temat oszczędzania?
Przeliczacie każdą złotówkę, czy dzieciom fundujecie to, co najepsze?

Reklamy