„Zambezia”

Od 11 listopada, kiedy to pierwszy raz, całą rodziną zasiedliśmy przed komputerem i obejrzeliśmy bajkę Samoloty (recenzja tu), stało się naszą codziennością rodzinne internetowe kino domowe.
Robimy sobie łóżko, ubieramy się w piżamy, bierzemy do naszego łóżka dzieciaki i szukamy bajki, która nas zainteresuje.
Ostatnio padło na ZAMBEZIĘ.

zambezia

źródło: google.pl

Główny bohater Kai, to młodziutki sokół wychowywany samotnie przez ojca na spalonym słońcem odludziu. Gdy w okolicy pojawiają się przybysze z zewnątrz, przeczuwamy, że życie żądnego przygód młokosa zmieni się wkrótce bezpowrotnie. Kai wyrusza w podróż do Zambezii – mitycznej krainy, w której w zdrowiu i dostatku żyją ptaki z całego kontynentu. Tutaj sokół dowie się więcej na temat przeszłości swoich rodziców,  a także zaciągnie się do elitarnego szwadronu Dziobasów strzegących bezpieczeństwa skrzydlatych obywateli.
Na ekranie dominują pastelowe kolory, ptaszki są ładnie narysowane, a scenom podniebnych akrobacji nie brakuje polotu i energii.
Zambezia prócz oczywistych walorów rozrywkowych, niesie ze sobą także niegłupie przesłanie. Na przykładzie relacji między mieszkańcami tytułowej ziemi a wyklętym stadem marabutów, autorzy pokazują, że „inny” niekoniecznie znaczy „gorszy” albo „niebezpieczny”. Uprzedzenia rodzą podziały, a te nakręcają tylko spiralę wzajemnej wrogości. Czasami warto spojrzeć poza czubek własnego nosa (dzioba), aby zrozumieć, iż wszyscy chcemy tego samego – szczęścia. Niestety, zazwyczaj do uświadomienia sobie tej prostej prawdy potrzeba dopiero zagrożenia ze strony psychopatycznej jaszczurki. Oby nie było za późno.

Moja ocena: 7/10, za mało dla mnie akcji było. Całą bajkę oglądamy jak to wielki jaszczur chce podbić Zambezię, a jak dochodzi do walki, to fik mik i już pokonany.
Nawet śmiesznych scen jest niewiele. Bobik też nie bardzo zachwycony, bo wyszedł w połowie bajki do pokoju babci i sami obejrzeliśmy film do końca. A ocena dziecka najważniejsza, prawda?

Reklamy