„MATKA to nie zawód”

Dzięki Hafiji, przed moje oczy wpadł wywiad z panią Moniką Zakrzewską, która stwierdziła znacząco, że roczny urlop macierzyński jest niekorzystny dla kobiet, bo zmniejsza ich szanse na rynku pracy.

Matka to nie zawód. Dlatego państwo nie może płacić kobietom za to, że zostały matkami. Wydłużanie urlopów rodzicielskich to dążenie do tego, by matka stała się zawodem. A to do niczego nie prowadzi. Państwo nie jest od tego, by płacić mi za to, że zostałam matką, tylko od tego, by ułatwić rodzicom życie. Należy tworzyć żłobki i przedszkola, ułatwiać zorganizowanie opieki nad dzieckiem. Bo ważniejsze jest zwiększenie aktywności zawodowej matek. Poza tym uważam, że długi urlop macierzyński jest rozleniwiający. Dziecko już od małego można przyzwyczaić do tego, że ma pracujących rodziców.

Wiele matek, które nawet chciałyby tak szybko wrócić do pracy, nie może sobie pozwolić na wynajęcie kogoś do opieki nad dzieckiem. Na dodatek jest im znacznie trudniej przekonać mężów do zostania w domu, bo to oni więcej zarabiają. Dziwisz im się, że wolą skorzystać z dłuższego urlopu?
Doskonale to rozumiem. Ale przecież bardzo często matki mogą poprosić o pomoc babcie. Jednak nawet te, które nie mogą liczyć na własne matki, powinny myśleć o szybkim powrocie do pracy. W tym leży ich dobro.
Pełen wywiad znajdziecie tu – KLIK.
Monika Zakrzewska – prawnik, ekspert prawa pracy i rynku pracy. Absolwentka prawa na UMK w Toruniu oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Do połowy listopada w departamencie dialogu społecznego i stosunków pracy w Konfederacji Lewiatan. Od połowy listopada kierownik ds. korporacyjnych w Provident Polska. Członek Naczelnej Rady Zatrudnienia. Uczestniczyła w pracach komisji trójstronnej jako przedstawicielka organizacji pracodawców. Mama 4,5 miesięcznego Jasia.

Przyznam, że jako matka, która z pierwszym dzieckiem siedziała tą minimalną ilość tygodni na macierzyńskim, trochę się zdziwiłam postawą tej Pani.
Trochę to przyzwyczajanie, o którym w wywiadzie mówi pani Monika, kojarzy mi się z zimnym chowem, którego jestem straszną przeciwniczką.
Przecież rodziłyśmy własne DZIECI a nie dzikie tygrysy, które trzeba nauczyć posłuszeństwa już od pierwszego dnia życia.

Teraz świadomie wybrałam urlop macierzyński w połączeniu z urlopem rodzicielskim. Chcę być z moim dzieckiem możliwie jak najdłużej się da. I nie uważam tego, za miganie się od pracy. Uwielbiam (wbrew pozorom) moją pracę. Lubię pracę z ludźmi (choć uważam, że jest to najtrudniejszy typ pracy).
Chcę widzieć jak moje dziecko z każdym dniem uczy się czegoś nowego. Jak zaczyna bełkotać pierwsze słowa mama, tata, baba, jak stawia pierwsze kroki. Chcę go osobiście tego uczyć.
Na tą chwilę Tom ma cztery i pół miesiąca i za nic nie chciałabym wracać za miesiąc do pracy! Czas gna jak szalony. Jeszcze nie zdążyłam się w stu procentach przyzwyczaić do roli podwójnej mamy, a tu już mam wrócić do pracy i zostawić takiego brzdąca z „kimś obcym”?!

Jasne, są dni, kiedy marzę, by móc choć na chwilę oddać pieluchy, butlę i zaślinionego bobasa komuś innemu, a samej wrócić wśród znajomych, ale po całym dniu z dziećmi, kiedy oboje chłopców idzie spać, a ja mam okazję popatrzeć na ich spokojny sen, dziękuję Losowi, że dane jest mi to wszystko.

A jak u Was drogie Mamy?
Jesteście zadowolone z takiego długiego urlopu macierzyńskiego?
A może są wśród Was takie, które jak pani Monika, zdecydowały się tą przyjemność pozostawić tatusiowi i wróciły do pracy?

Reklamy